Mały wielki konsument

Co reklama robi z twoim dzieckiem? Z niepokojem pyta z okładki najnowszych Wysokich Obcasów Karolina Domagalska. Myślę – robi to, na co jej pozwalasz. Bo to od rodzica zależy zachowanie dziecka, będące funkcją jego wychowania, poświęconego dziecku czasu czy jakości odbywanych z dzieckiem rozmów.

Wychowanie dziecka to bardzo poważny, długotrwały i wymagający proces. Samo spowodowanie jego przyjścia na świat to banał. Każdy głupi to potrafi, niestety. Ale przekształcenie dziecka w pełnowartościowego człowieka to katorga, udaje się to nielicznym rodzicom. Przeważająca większość stosuje substytut wychowania, powierzając to zadanie szkole, telewizji czy Internetowi. A że większość treści, które można w nich znaleźć to chłam, chyba każdy wie.

a cardboard gift box with a red ribbon bow in a shopping cart on a white background

Skoro dostępne wszędzie treści (media stare, nowe i najnowsze, outdoor, sieć, sociale i cokolwiek by się chciało i, bardziej, nie chciało) prezentują poziom daleki od wysokiego, dlaczego te produkowane (celowo używam tego słowa) dla dzieci miałyby być inne? Skoro filmy kręci się dla zysku, dlaczego bajki miałyby mieć inną funkcję nadrzędną? Czym różni się merchandising Star Wars od merchandisingu Aut? Czym różni się swoosh Nike stanowiący o wartości ubrania od wizerunku Myszki Mickey robiącego to samo? Każdemu według potrzeb – zasady są te same.

Rozumiem, że umysł i osobowość dziecka są inne niż u dorosłego. I właśnie dlatego dorośli powinni uważać na dzieci nie tylko na ulicy pełnej samochodów, ale i przed telewizorem czy laptopem. To od nich, dorosłych bliskich dziecku, zależy kierunek rozwoju dziecka. Zostawione same sobie, wzory czerpać będą z ekranów.

Ale nie jest to żadna nowość. Gdy byłem mały w telewizji też były reklamy, często marek, o których mowa w artykule – Barbie, GI Joe i innych. Ale rozumiałem, będąc w sklepie, że nie mogę dostać największego zestawu Lego, tylko inny, trochę mniejszy. Nie było histerii, wrzasku i złamanej osobowości. Podobnie zachowywali się moi rówieśnicy. W miejscu publicznym generalnie nie było dyktatury dziecka, karcące spojrzenie rodzica uciszało. A dzisiaj? Nie można spokojnie posiedzieć w restauracji, bo dzieci krzyczą, biegają i rzucają zabawkami. Dobrze, że nie plują do talerza.

7208821_xxl

Może więc nie do końca jest tak, że reklama coraz brutalniej zabiera dzieciom dzieciństwo, może to rodzice coraz mniej umieją o kształt tego dzieciństwa zadbać? Domeną kapitalizmu jest to, że reguły dyktuje rynek. Ale nie jest to tajemnicą, reguły są mniej więcej jasne. Trzeba tylko chcieć zwrócić na nie uwagę i zdecydować czy popłynie się z prądem, czy nie. Bo znosi on każdego – mamę zakochaną w torebce Michael Kors oraz idącą z nią córkę zapatrzoną w Harryego Pottera.